Dzięki uprzejmości mojego kolegi Piotra (pozdrawiam!) dostałem na przechowanie auto z możliwością wykorzystania podczas weekendu.
Z okazji należy korzystać, tak więc udałem się wczesnym sobotnim rankiem 22 sierpnia w stronę Lake Luise na wschód słońca. Pogoda była średnia, poprzedniego dnia spadł w górach pierwszy duży śnieg, niebo było zasnute chmurami. Jednak jako optymista, niezrażony ubrałem się w ciepłe ciuszki, zabrałem kapelusz włóczykija i z kawą w termosie wyruszyłem na północ.
Droga zabrała ok 45 minut, kiedy wjeżdżałem do Lake Loiuse Village, pogoda ciągle była średnia, nie było widać okolicznych szczytów.
Postanowiłem na początek pojechać do Lake Moraine, do którego wiodła kręta droga pod górę. Kiedy tak jechałem we mgle, nagle jak za dotknięciem różdżki pojawiło się słońce, a ja znalazłem się pod niebieskim niebem, ponad chmurami.
Oto jak to wyglądało :)






















